Marcowi 1968
 Oceń wpis
   

Mamy aktualnie rok 2008, toteż marzec tego roku na swój sposób niezwykły. Równo - czterdzieści lat temu - trwał jeden z najhaniebniejszych momentów historii Bloku Wschodniego i Państw Układu Warszawskiego po drugiej Wojnie Światowej. Jednocześnie, o czym na pewno warto pamiętać, był to moment nadzwyczaj silnego rozkwitu ideologicznego i filozoficznego myśli politycznej. Pozwólcie jednak, drodzy czytelnicy, iż nie podejdę do kwestii stricte pragmatycznie. Nie będę opisywał ponurej szarości ówczesnych czasów, którą i tak znam tylko i wyłącznie z opowiadań, książek, pism i fotografii, o trudnościach codziennego życia, których na szczęście nie miałem okazji doświadczyć, o deficycie towarów i produkcji oraz ich dostępu dla wszystkich innych, którego również nie znam. Nie mam pojęcia o połamanych przez gumowe pałki żebrach, o armatkach wodnych i milicyjnych sukach, o kolejkach w sklepach, braku mieszkań, podstawowych artykułów spożywczych, czy, jak na ówczesne czasy luksusowego dobra samochodu. Nie poczułem tego, nie poznałem, i zarówno sobie, jak i innym nigdy w życiu tego nie życzę. Podejdę zaś do kwestii od strony nieco filozoficznej. Czym, z punktu widzenia myśli politycznej był Marzec 1968 roku? Co wniósł do opozycyjnej terminologii politycznej, jakie zostawił piętno, co było powodem konfliktu tego pokolenia z pokoleniem lat osiemdziesiątych, i czy, w istocie, taki konflikt w ogóle istniał.

Marzec 1968 był, i myślę, że można do tego podejść stosunkowo bezspornie, miejscem narodzin istoty "Socjalizmu z Ludzką Twarzą", próbą podejścia do filozofii marksistowskiej i leninowskiej w sposób demokratyczny, eliminujący jego negatywne i antyspołeczne, antydemokratyczne postawy, zatem obalające w pewien sposób zasadę dyktatury proletariatu zastępując ją swoistą dyktaturą obywatelską, znaną inaczej jako demokracja. Co za tym idzie – przez konserwatywnych klasyków socjalizmu, przełomu stalinizmu i realnego socjalizmu, w końcu także wiodącego prym nad innymi frakcjami socjalistycznymi marksizmu-leninizmu, owa reformacja, zmiana i modernizacja, na swój sposób unowocześnienie idei socjalizmu była potraktowana jako rewolucja. Oto właśnie śmiem stwierdzić, że to Praga'68 narodziła całą istotę socjalizmu demokratycznego, odsuwającego walkę klas, rewolucję jako środek wprowadzenia, a faktyczną wolność, równość i fraterninizację społeczną*. Narodziła w istocie piękny element, pokazała, że z filozoficznego punktu widzenia naprawdę możliwe jest połączenie iście demokratycznej formuły władzy z socjalistycznymi zasadami społecznymi. To jest bardzo silna, mocna i potężna siła filozoficzna. Rzesze studentów, licealistów, rodzącej się w bólach peerelowskiej inteligencji uwolniło swój ideologiczny i filozoficzny potencjał, pokazało jego siłę i skupiło na tej idei - idei socjalizmu demokratycznego. Zgoła mogłoby się wydawać, iż podchodzę do rzeczy nieco zachwycając się owym faktem i krztusząc się nim opisuje socjalizm, który próbował włączyć w siebie dzieci kwiaty i rewolucję seksualną.yle=""> Być może. Ocenę moich słów i mojej postawy pozostawiam Czytelnikom.

Wniosło to do późniejszej walki politycznej, późniejszych wydarzeń w Polsce demokratycznej i w III Rzeczpospolitej pewien topór. Topór wyjątkowo ostry, mogący roztrzaskać w drobny pył wszystko na swej drodze, ale zarazem topór nader ciężki, którego uniesienie wymaga niemalże olbrzymiej siły. Wszakże zmierzam do tego, iż to właśnie to pokolenie, pokolenie Marca 1968 roku, które miało przecież tak wiele do powiedzenia w kształtowaniu ustroju i całej obecnej Polski, na swój sposób zahamowało swoisty owczy pęd do pełnej dekomunizacji (deusbekizacji, deesbekizacji) życia publicznego następnego pokolenia reformatorów, rewolucjonistów i opozycjonistów w ogóle. Przecież kiedy trwał okrągły stół bardzo mocno uwidoczniło się pokolenie '86, o czy mówi w jednym z ostatnich wywiadów dla "Krytyki Politycznej" Cezary Michalski, będące swoistą inwersją pokolenia '68, do którego należeli przecież między innymi: Radosław Sikorski, Jacek Kurski, Piotra Semki. To było pokolenie, to jest pokolenie które w ogromie kwestii znacząco różni się od pokolenia Marca'68. To pokolenie dążące do oczyszczenia "Nowej Polski" z elementów PRL, dekomunizacji, pokolenie wściekle zwalczające komunizm, nieco nawet anarchistyczne, skrajnie buntownicze, nie zdające sobie sprawy z pozytywnych aspektów PRL, w końcu nie odczuwające jakiejkolwiek wdzięczności w stosunku do czasów realnego socjalizmu. Mogę przyznać, co oczywiście może spotkać się z Waszym potępieniem, że na swój sposób wdzięczność pokolenia Adama Michnika i Jacka Kuronia do Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej była całkiem słuszna, o czym mówił niejaki Mieczysław Rakowski (słynne przemówienie do stoczniowców, w którym stwierdził, że "Gdyby nie realny socjalizm to nie jeden z nich krówki by teraz pasał"). To w końcu było przecież istotnym podziałem. Wówczas opozycja przecież nie dzieliła się na frakcję według osi prawica-lewica, tylko według osi '68-'86. I myślę także, że to miało duży wpływ na rozpad opozycji demokratycznej. Nie kwestie istotne dziś, takie jak sprawy podatkowe, polityka socjalna, edukacja, sprawy obyczajowe: aborcja, eutanazja, narkotyki miękkie, związki homoseksualne. Nic innego, jak kwestie stosunku do PRL. Żeby w istocie dobrze zrozumieć podział NSZZ "Solidarność" i rozpad Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego trzeba naprawdę zrozumieć o co chodziło w tym wybuchu pokoleniowym. W tej różnicy zdań i poglądów.

*Fraternité – z francuskiego: Braterstwo. Według Słownika Języka Polskiego PWN: Fraternizacja - bratanie się z ludźmi

Komentarze (2)
Przeciwko Polsce, Przeciwko Traktatowi
 Oceń wpis
   
Witam serdecznie czytelników! Choć od kilku, o ile nawet nie od kilkunastu dni nie ukazywały się nowe noty internetowego "dziennika" postanowiłem poruszyć n swoim blogu bardzo istotną kwestię. Kwestię ratyfikacji Traktatu Europejskiego. A może bardziej konkretnie - kwestię zachowania Prawa i Sprawiedliwości co do owego traktu. Oto bowiem mamy do czynienia z sytuacją, w której była partia rządząca po wynegocjowaniu traktatu i w ogóle jakiegokolwiek aktu międzynarodowego pragnie jego odrzucenia. Zakrawa na niekonsekwencję, hipokryzję? Oczywiście! Prawo i Sprawiedliwość nadzwyczaj kurczowo trzyma się grupy elektoratu, silnej medialnie i potężnej grupie społecznej wyborców nazywanej powszechnie w polskim społeczeństwie "moherowymi beretami". Niestety, grupa ta jest skrajnie silnie podatna na wpływy duchownych, szczególnie tych, którzy ów fakt wykorzystują nader sprawnie i manipulują ową grupą. A grupa ta jest wszakże liczna - przecież na czym oparty był elektorat Ligii Polskich Rodzin? W końcu - na czym oparta była znaczna część z 30% głosów oddanych na Prawo i Sprawiedliwość? To jest podpisywanie pewnego rodzaju cyrografu, kontraktu, według którego w ramach swojej działalności medialnej istotni redemptoryści udzielą poparcia pewnym formacjom politycznym za to, że te będą trzymały się linii ideologicznej owych mediów i Zakonu Redemptorystów. To jest pewnego rodzaju szantaż, wymuszanie ram działalności politycznej. Chęć utrzymania się na scenie politycznej jest tutaj "ważniejsza" od działania na rzecz dobra naszego kraju i w końcu konsekwencji działalności, jaką prowadziło Prawo i Sprawiedliwość podczas swoich rządów. Trochę szkoda. Rzecz nie leży jednak w tym. Może uda mi się sprostać odpowiedzi na pytanie - dlaczego Traktat z Lizbony jest tak istotny? Nie mniemam o sobie jako o jakimkolwiek ekspercie, uważam bowiem, że moja wiedza na temat konkretnych elementów jest mocno nie dociągnięta i wymaga doszlifowania, przyznaję się do tego bez bicia. Moje poglądy jednak na tą kwestię pozwolę sobie wyrazić, w końcu po to założyłem swojego bloga. Traktat z Lizbony sprzyja demokratyzacji procedur działalności Unii Europejskiej, spełnia oczekiwania obywateli Zjednoczonej Europy co do wysokich standardów odpowiedzialności i przejrzystości procedur udziału obywateli w ramach władz w UE; w końcu ma na celu usprawnienie działalności w ramach walki z globalnymi problemami, zasadniczo mając na myśli problemy związane z globalnym ociepleniem. Nic z tego sobie nie robi z tego Prawo i Sprawiedliwość. Niezbyt dobrze... W najbliższym czasie powinna także powstać nota na blogu co do powołania specjalnego urzędu do spraw równego statusu prawnego obywateli. Wiem, wiem, trochę za późno, brakuje mi nieco ostatnio czasu i postaram się poruszyć kwestię nieco głębiej. Jeżeli tylko czas mi na to pozwoli, to postaram się także napisać notę na temat Marca 1968, pokolenia '68, demokratycznej drogi do socjalizmu, "Socjalizmu z ludzką twarzą" i narodzin Demokratycznego Socjalizmu.
Komentarze (2)
Dzień Kobiet...
 Oceń wpis
   

No tak, dzień kobiet... święto nie święto, jeżeli kobiety faktycznie się tego domagają, i stanowi to dla nich istotny element egzystencji, to nie mogę zrobić nic innego, jak tylko złożyć życzenia wszystkim kobietom i dziewczynom obecnym, choćby przez chwilę, na moim blogu. Tak więc: Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet, dużo szczęścia, miłości, radości, nie koniecznie spokoju, ale oczywiście w pozytywnym świetle, asertywności, i samozaparcia w dążeniu do indywidualności.

Pozdrawiam!

PS. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie pojawi się nota dotycząca nieco politologicznej "analizy"...

Komentarze (1)
Millera syndrom u Premiera
 Oceń wpis
   


Szczególnie i jednocześnie nadzwyczaj bardzo bacznym obserwatorem życia publicznego i polityki jako takiej nie jestem, nie zmienia to jednak faktu mojego żywego zainteresowania tą właśnie dziedziną. Więc, bez zbędnego "owijania w bawełnę" przejdę od razu do rzeczy. Zaobserwowałem ostatnio u obecnego Prezesa Rady Ministrów Donalda Franciszka Tuska zjawisko, które począłem zwać "Syndromem Millera". Jak można się domyślać, jakkolwiek dotyczy to byłego premiera, Leszka Millera, obecnego politycznego emeryta i można nawet powiedzieć - osoby odrzuconej przez partię, którą budował. Czym zatem jest owy syndrom? Zacznijmy od początku. Leszek Miller w 2001 roku był jednym z zasadniczych ojców bezapelacyjnego sukcesu wyborczego Sojuszu Lewicy Demokratycznej. W swojej działalności intelektualnej i programowej jasno przedstawił swój pogląd - zaufanie, powiedziałbym nawet: zachwyt, wolnym rynkiem, neoliberalnymi koncepcjami ekonomicznymi i ogólnym liberalizmem gospodarczym. Jednym słowem - wszedł w co raz bardziej popularne buty europejskiej lewicy: Socjaldemokratycznej Partii Niemiec Gerharda Schrodera i Brytyjskiej Partii Pracy Tonego Blaira. Stał się zasadniczym orędownikiem swoistego Kultu PKB, to jest właśnie traktowania jako podstawowy wskaźnik rozwoju gospodarczego poziom wzrostu Produktu Krajowego Brutto, nie zaś, tak jak mogłoby się domyślać, i co więcej, spodziewać po polityku lewicowym, poziom życia, poziom wzrostu płac, poziom wzrostu zatrudnienia i spadku bezrobocia, czy nawet powiedziałbym poziom rozwoju edukacyjnego kraju. Pomijam to. Pomijam to, że zapomniał o zasadniczym nurcie, trzonie i aksjologicznym dla lewicy fundamencie. I tutaj znajduję pierwszą analogię w stosunku do Platformy Obywatelskiej, a raczej analogię PO do SLD i działania Leszka Millera. Rzecz jasna nie w tym, że odeszli od swoich bezpośrednich ideałów, a to, że po prostu popiera liberalizm ekonomiczny i gospodarczy w ogóle. To jest pierwsza analogia. Druga być może nieco bardziej "przytłaczająca". Otóż w Polsce mamy taką grupę obywateli powiedziałbym centrowych: zarówno zdecydowanie stricte centrowych, jak i centroprawicowych lub centrolewicowych. Mają swoje poglądy, nie interesują się szczególnie polityką, ale wiedzą, że politycy nie powinni robić krótko mówiąc "wiochy" pokroju, przepraszam za niekulturalne słowo, sraczki nerwówki przez to, że porównali twarz Jaśnie Nam Panującego do Kartofla, pijanego prezydenta nad grobem Polaków, ohydnie niezasznurowanych butów, ułaskawiania politycznych znajomych, wykorzystywania służb specjalnych w Polityce albo zwracania się podczas wieców wyborczych do psa byłego Marszałka Sejmu RP i Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji czy konferencji prasowych, na których próbując ukazać głównych polityków PO i filary rządu Donalda Tuska, z nim samym na czele, za osoby odrealnione, ukazuje się je jako wybawicieli, tak przecież istotnych w życiu filmu braci Wachowskich. Obywatele ci, znani z tego, że wpasowują się w społeczeństwie polskim jako klasa średnia, i całkiem nieźle sytuowana, choć sytuowana głównie na kredyt albo raty, nie chcą spektakularnych rewolucji, wolą drogę ewolucji. Wolą drogę środka. Chcą wolnego rynku, ale jednocześnie pragnął, żeby państwo dając im przysłowiową wędkę poszło z nimi na ryby. Chcą wolności, ale nie do nie wiadomo jakich granic. Są najczęściej katolikami, ale nie chodzą szczególnie często do kościoła, chociaż antyklerykalizmu też jakoś szczególnie nie popierają. Oni właśnie stanowią trzon polskiej polityki, elektoratu. Elektorat ten, z racji tego, że jest jeszcze młody nie ma jasno ukształtowanych tradycji, nie popiera poszczególnych partii w charakterze pokoleniowym (w sumie faktycznie rzecz biorąc w Polsce takiej możliwości jeszcze nie ma, a to głównie za sprawą tego, że rozmaici politycy, po kompromitacji jednej formacji politycznej zakładają drugą, i w ramach niej zdobywają zaufanie i realizują pewien program - vide Akcja Wyborcza Solidarność i Platforma Obywatelska). Co za tym idzie - jest na swój sposób chwiejny. I ten elektorat pokazał się już w 2001 roku, gdy SLD uzyskało oszałamiający wynik, pokazał się trzy lata temu, kiedy wyborcy szli do urn w roku zeszłym. Na marginesie dodam tylko, że we wszystkich trzech przypadkach wynik ten wychodzi bardziej z głosowania przeciwko komuś, aniżeli za kimś, na przykład w 2001 roku powszechnie głosowano przeciwko AWS, w 2005 - przeciwko SLD a w 2007 przeciwko Prawu i Sprawiedliwości, ale to już jest temat na oddzielną notę. Tak jak już mówiłem, elektorat ten, co jest bezpośrednio związane z analogią pierwszą, zagłosował na PO. I oto mamy do czynienia ze swoistym syndromem, dwoma szalenie mocnymi analogiami. Co więcej - nota nosi tytuł Millera syndrom u Premiera [Tuska]. Bowiem to właśnie Donald Tusk planuje rzeczy szalenie podobne do tych proponowanych przez Leszka Millera, rzekłbym nawet, że gdyby nie wywodzenie się z innych obozów politycznych, oni śmiało mogliby znaleźć się w jednym stronnictwie partyjnym albo nawet w jednym rządzie. To właśnie Donald Tusk bardzo mocno popiera Unię Europejską, Podatek Liniowy, chce ugodowo żyć z Kościołem Katolickim. Czy syndrom ten zatoczy koło i Donalda Tuska spotka los Leszka Millera - politycznego wraka, emeryta, który dla zaspokojenia osobistych ambicji zakłada partię polityczną? To byłaby prognoza szalenie długoterminowa, nie mniej jednak być może całkiem słuszna, chociaż bardzo ostre i widoczne poparcie mediów, wraz z organizacją ciągłej kampani wyborczej.
Komentarze (0)
Idiotyzujące reklamy.
 Oceń wpis
   


"Tu-du-du-dum/Czarna krowa w kropki białe/Mleko daje nam wspaniałe/" Tak moi drodzy. Nie zostałem idiotą. Nie zatrudniono mnie też na etacie reklamowym w Mlekowicie. Dzisiejszy wpis będzie luźny, nie polityczny, nie obiektywny, i może nawet niepotrzebny. Jednak zumiała mnie jedna rzecz. Człowiekiem jestem spokojnym, choć różnie reaguję na pewne zjawiska. Może dlatego, że wypijam zbyt dużo kawy. I z mlekiem, i z cukrem. A co do tego ma kawa? Ano ma. Siedzę sobie spokojnie rano na kanapie w dużym pokoju, popijam kawkę. Obowiązkowo jedna czwarta mleka i półtorej łyżeczki cukru. Popijam, popijam, nie śpieszę się. Jest sobota. Spokojnie. I oto wyskakuje mi, drąc się niesamowicie wyżej wymieniona pioseneczka. Oczywiście, pioseneczka reklamowa Mlekowity. W pierwszym momencie się nieco przestraszyłem. Potem zaś autentycznie zdziwiłem. Zdziwiłem. Bo autentycznie odniosłem wrażenie, że próbuje się z nas zrobić totalnych, bezmuskich [uprzedzam, że błąd jest zamierzony], głupich idiotów. Pozbawionych gustu jakiegokolwiek i wyczucia. Muzyczka zwiastuje grozę, potem zaś ten idiotyczny tekścik... No po prostu padłem. Padłem, ale wstałem. I mam nadzieję, że tej fatalnie głupiej reklamy nie zobaczę już nigdy, o nie! Jakby to powiedziała polska pisarka Joanna Chmielewska, "Matko Boska Święta, Jezusie Chrystusie i Józefie Najświętszy" [czego ja nie zrobię z przyczyn religijnych], nie chciałbym przeżyć tej traumy raz jeszcze. Niestety, problem jest dużo szerszy i głębszy. Reklamy stopniowo robią z nas idiotów, przetwarzają nasze umysły, zjadają mózgi, działają podprogowo, inaczej: oddziałują na podświadomość, jednym słowem: niszczą. I obiecuje, że jeżeli jakakolwiek reklama wzbudzi u mnie podobną reakcję, nie omieszkam jej nie skomentować. I to tyle. Może wieczorem jeszcze wyskrobię jakąś notę.
Komentarze (5)
Pomysły Katarzyny Hall i Wojna o Media
 Oceń wpis
   


Jakiś czas temu Minister Edukacji Narodowej Katarzyna Hall zwołała konferencję prasową. Absolutnie, nie ma w tym nic złego i dziwnego. Nie można powiedzieć, że konferencje te budzą większe zainteresowanie od konferencji jej ongisiejszego poprzednika, Romana Giertycha. W sumie nie dziwne - konferencje prasowe Katarzyny Hall są na szczęście o wiele bardziej merytoryczne. Przejdźmy jednak do rzeczy -; minister zaproponowała absolutny szereg zmian i reform. Wśród nich znalazł się pomysł dotyczący wakacje. A jako że ja, że tak dumnie się wyrażę, autor tekstu i redaktor tego internetowego dziennika, a raczej tygodnika lub kilkudnika, jestem człowiekiem młodym, geriatryzm mnie się nie ima i jestem człowiekiem któremu szkoła jest bliska, skomentuje ów pomysł. Pomysł jest dość oryginalny - no bo jak nazwać sytuację, w której rok szkolny nie będzie się zaczynał pierwszego września? Oczywiście, dwa tygodnie krótsze wakacje oznaczałyby przerwę, ferie wiosenne, co tutaj jest moim zdaniem wielkim plusem, i jesienne, do których tak optymistycznie już nie podchodzę. Czy jednak to jest dobrym pomysłem? No cóż, kwestia jednoznacznego określenia, czy to jest faktycznie bardzo dobry pomysł jest bardziej złożona, niż mogłoby się wydawać. Ogólnie większych zastrzeżeń nie ma. Dziwi mnie jednak pomysł sam w sobie jako taki pod względem tego, kto zajmie się dziećmi rodziców, którzy są zaktywizowani zawodowo. Jeżeli będą bezpłatne zajęcia w szkołach, to nie twierdzę, że jest to złe. Bo przecież nie tak łatwo w środku jesieni zorganizować dzieciom czas wolny. Jeszcze jedna kwestie pozostaje wątpliwa... czas rozpoczynania się wakacji. A pomysł Katarzyny Hall idzie w złą stronę. Bowiem właśnie to nie piętnastego sierpnia powinna się rozpoczynać szkoła, a jeżeli wprowadzono by rzeczone przerwy jesienne i wiosenne, a pierwszego lipca. Po prostu, tak będzie ładniej wyglądało. Z resztą - początek roku szkolnego pierwszego września to nienaruszalna tradycja. A co po za tym?



No cóż, krzyczą o wojnie o media. Ja tak jakoś szczególnym ekspertem tego zakresu nie jestem. Nie będę wypowiadał się jakoś skrajnie merytorycznie, mądrze i tak dalej. Zwyczajnie, na chłopski rozum powiem, że moim zdaniem ta cała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji to jest tylko urząd bez sensu, a media to powinny nie być koncesjonowane. I byłaby pełna wolność. Po prostu. I już. A kwestie likwidacji abonamentu radiowo-telewizyjnego w pełni popieram i przyklaskuję.
Komentarze (1)
O sprawach dnia codziennego-politycznego
 Oceń wpis
   
No cóż, po kilkudziesięciominutowym swoistym seansie informacyjnym, dzięki któremu stałem się bogatszy o informacje dnia dzisiejszego, postanowiłem napisać drugą notę na swoim blogu. Dzisiaj w zasadzie odniosę się do kilka rzeczy, pry czym zaznaczam, że sprawa związana z moim komentarzem a propos sprawy byłego szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Andrzeja Milczanowskiego tyczy się wczorajszego wyroku sądowego. Na razie mamy jednak nieco inny problem. Jaki?



Nasz powszechnie szanowany, i tutaj, z ironią rzecz jasna, uznawany za niezmiernie wyważonego i mało radykalnego polityka, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego ma zostać postawiony pod Trybunał Stanu! Mimo tego, że powszechnie nie robię tego zbyt często, w pełni mogę przyklasnąć Platformie Obywatelskiej, która, jak wynika z medialnych informacji ma złożyć odpowiedni wniosek. Jak przecież nazwać sytuację, w której prominentny polityk Prawa i Sprawiedliwości prowadzi działalność, która przynajmniej sprawia wrażenie, że działał na szkodę państwa? Jak nazwać sytuację, w której polityczna komisja weryfikacyjna pod kierunkiem byłego premiera, Jana Olszewskiego, prowadzi równie polityczną i naprawdę skrajnie subiektywną ocenę weryfikacyjną dotychczasowych agentów Wojskowych Służb Informacyjnych? Przecież werbowanie szpiegów wśród harcerzy, dziennikarzy, w końcu przecież realizowanie siedemnastodniowych szkoleń dla funkcjonariuszy, które normalnie trwają rok, to ewidentne okazanie braku kompetencji byłego likwidatora WSI. Z całym szacunkiem - mimo tego, że tak można by zrozumieć analizując czyny pana Macierewicza - człowiek ów jest poczytalny i myślę, że zdrowy psychicznie, zdaje sobie sprawę ze swoich czynów. Co za tym idzie, powinien ponieść za nie pełną odpowiedzialność. No chyba, że pragniemy rządu Bezprawia i Niesprawiedliwości. A zdaje się, że przez dwa lata takich rządów Polacy mają ich ewidentnie dosyć.



W sprawach krajowych mamy jednak inne sprawy na głowie. Przecież widać znaki na niebie i ziemi, a konkretnie w Gazecie Wyborczej, że Premier, Donald Tusk, proponuje debatę Konstytucyjną. Oczywiście, jestem zachwycony. Wbrew idei bloga, subiektywnie zaznaczę, że moim prywatnym konikiem są zmiany konstytucyjne, projekty konstytucji innych partii czytuje namiętnie, a prawo konstytucyjne i administracyjne uważam za jedyną konkretną i zdecydowanie interesującą dziedzinę życia prawnego i legislacyjnego państwa. Co konkretnie proponuje premier? Ano, proponuje jasne określenie ośrodka władzy dyplomatycznej w polskiej konstytucji. Proponuje... Zaraz, zaraz, żadna konkretna propozycja nie padła. Troszeczkę już w deseń stylu, do którego niejako już zdążyliśmy się przyzwyczaić, nie dowiedzieliśmy się o żadnych konkretach. Co najwyżej, propozycję współpracy. To jest krok w dobrym kierunku. W ogóle warto rozmawiać i istnieje realna potrzeba, żeby społeczeństwo w ogóle się w swoisty sposób wygadało, omówiło i w tym także wyczerpało kilka kwestii, tym bardziej spraw konstytucyjnych. No bo jak, przecież po wielu dziesiątkach lat siedzenia znacznej, obecnie nieco starszej części społeczeństwa, z zamkniętymi ustami, bez faktycznej możliwości udziału w życiu politycznym, trzeba się cieszyć. Tym bardziej, że to odgórnie, przez polityków proponowanie są tego typu rozmowy, co do najczęstszych zawisak nie należy. Co jednak z tej rozmowy wyniknie? Ano, podejrzewam, że nic konkretnego. Wypracowany konsensus, istotny kompromis konstytucyjny jest dobry, ponadczasowy i potrzebny. Grzebanie przy nim to coś przypominającego dłubanie w czymś, co tak naprawdę jest dobre i istotnych zmian wcale nie potrzebuje. Bo jest dobrze. Jest pewien kompromis, i nie ma co go niszczyć. W polskiej Konstytucji, o której mniemanie mam naprawdę całkiem niezłe, zmienił bym tylko sprawy związane z Senatem.

Ale o tym piszę już oddzielny felieton. Co do tak zwanej Afery Olina, sprawy Andrzeja Milczanowskiego, moje zdanie jest krótkie. Zwyczajnie, za skrajnie niepotrzebne uważam przepychanie w życiu politycznym i publicznym spraw mało istotnych, nie mających żadnego wpływu na nasze życie i życie naszego kraju. Zamiast tego szczerze wolałbym porozmawiać o czymś innym. Przykładowo - o Konstytucji ;) To jednak nie wszystko. Studniówka rządu Donalda Tuska zbliża się wielkimi krokami, toteż poszczególni ministrowie mówią o swoich dokonaniach. Mówił też Zbigniew Ćwiąkalski, którego imiennikiem jest jego poprzednik. Mówił o rzeczach potrzebnych. Mógłbym rzecz - fajnych! Mówił o rozdzieleniu funkcji Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości. O! I bardzo dobrze! To jest bardzo potrzebna zmiana, zmiana konieczna. Niestety, Prawo i Sprawiedliwość, które dotychczas zdawało się popierać, a mówiąc więcej nawet postulować takie zmiany, zdaje się, że nie poprze propozycji reformy Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Oczywiście, ta, oprócz odpolitycznienia prokuratury zawiera też inne aspekty i wymiary, jednak przyznam się bez bicia, że nie jestem ekspertem prawnym i w tej materii nie zamierzam oceniać konkretnych postulatów programowych w zakresie polskiego systemu sprawiedliwości. Jeno ograniczę się do sprawy Prokuratora Generalnego. Zatem, Prawo i Sprawiedliwość podnosi larum o rzecz upolitycznienia prokuratury. Chyba w tym wypadku nie muszę mówić i pokazywać palcem hipokryzji, jaka promienieje, powiedziałbym kipi ze strony byłych ministrów PiS-u.



Przejdźmy jednak na sprawy zagraniczne. Kosowo ogłasza niepodległość! W sumie nie wiem, po co dałem ten wykrzyknik, bo dzięki usilnej promocji wielkich masmediów dobrze o tym wiemy. Cóż, stało się bardzo dobrze. Prawo narodów do samostanowienia jest prawem świętym, absolutnym, niepodważalnym i totalnie oczywistym, potrzebnym i tak dalej. Jego podważanie jest jasnym ukazaniem swoistego prymitywizmu, niezdolności do trwałego udziału w życiu politycznym i ideowym Zjednoczonej Europy. Serbia właśnie ukazuje swój nacjonalizm, usilnie pokazuje swoje chore aspiracje. Aspiracje prymitywne, nacjonalistyczne. Czy to jest potrzebne? W moim mniemaniu nie. Wszakże przecież można zbliżyć się do Serbii, pokazać, że jest dla niej szansa, że ona faktycznie może się zmieścić w Unii Europejskiej. Jednak takie akcje jasno pokazują, że taki stan byłby przez nas pożądany, ale przez Jugosławię jasno odrzucany. Belgrad oddala się od Europy. Nawet nie tyle od geograficznie, bo nie o tym oczywiście rzecz, ale stricte mentalnie i ideologicznie. A swój dosyć obszerny wpis, notę, zakończę optymistycznym akcentem. W zasadzie pesymistycznym, ale zawsze z jakąś nutą optymizmu. Ku pokrzepieniu sił i mentalnemu wsparciu psychologicznemu, Minister Obrony Narodowej Bogdan Klich wprowadził stan podwyższonej gotowości Wojsko Polskie. I plus za to!
Komentarze (0)
Wpis Powitalny
 Oceń wpis
   


Witam, Serdecznie chciałbym przywitać w swoim dzienniku internatowym, popularnie zwanym także blogiem. O czym będzie - można się domyślać czytając króciutki tekst "O Mnie". Przede wszystkim o politologii, z podejściem nieco bardziej studyjnym, a to głównie za sprawą tego, że polityka jako taka obrzydła mi, i zapewne też wielu innym osobom, w tym pewnie znacznej części przyszłych, hipotetycznych, ewentualnych czytelników bloga. Jednak nie tylko. Mniemam o sobie jako o osobie o jakimś pojęciu dotyczącym również innych spraw. Na myśli mam głównie socjologię, która nierozłącznie wiąże się z politologią, sprawy religijne, które są przecież niezmiernie istotne w systemie socjologii społecznej, filozofię, która stanowi fundamenty ideologiczne działalności politycznej, społecznej i religijnej. Co jeszcze? Może trochę o Warszawie. Przecież mimo różnych negatywnych i niejednokrotnie skrajnie obrzydłych aspektów tego miasta traktuję stolicę jako aglomerację, która stanowi także i zawiera w sobie istotne elementy społeczne. Zatem chodzi o to, żebym mógł wystukując na klawiaturze komputera wyrażać swobodnie swoje myśli. No i po części po to, żeby zabijać czas. O ile oczywiście ten, zwany również Tym Który Szybko Umyka, pozwoli mi na sprawną redakcję bloga. To tyle w nocie powitalnej. Pozdrawiam.
Komentarze (0)
Najnowsze wpisy
2008-03-16 19:57 Marcowi 1968
2008-03-15 12:17 Przeciwko Polsce, Przeciwko Traktatowi
2008-03-08 09:41 Dzień Kobiet...
2008-03-06 14:23 Millera syndrom u Premiera
2008-03-02 15:18 Idiotyzujące reklamy.
Najnowsze komentarze
2013-12-22 01:12
sw-elzbieta.com:
Marcowi 1968
pozdrowienia :)
2013-10-18 14:36
group:
Pomysły Katarzyny Hall i Wojna o Media
fajna platforma blogowa, no i Twoj blog
2011-06-09 09:14
-windykator:
Marcowi 1968
Tak jest, studenci do nauki.
O mnie
Aleks Pe.
Jestem człowiekiem młodym, aktywnym. Interesuję się głównie polityką, politologią, socjologią i historią. Mam centrolewicowe poglądy. Mieszkam w Warszawie, którą jako miasto, mimo wszystkich negatywnych aspektów, cenię sobie najbardziej.
Archiwum
Rok 2008